O wyprawie przy piwie

Kolumbia, Ekwador, Peru, Boliwia. 45 dni, 36 miejscowości, 7 tysięcy kilometrów. Wulkany, jeziora, wodospady, pustynie i miejska dżungla. Wszystkich, którzy chcieliby posłuchać o moich perypetiach zapraszam w najbliższy piątek na krakowski Kazimierz do pubu Strefa Piwa. Pokażę parę zdjęć i spróbuję opowiedzieć o tym co widziałem :)

13.01.2012, godz. 19.30, Strefa Piwa Pub, ul. Józefa 6, Kraków

Oslo (epilog)

Do Oslo przyleciałem w sobotę wieczorem. Mój bagaż oczywiście znów nie doleciał. Zapewne nie zdążył na przesiadkę we Frankfurcie. Nie dziwię się, sam ledwo zdążyłem. Złożyłem reklamację i lokalnym pociągiem (88 NOK) pojechałem do centrum (stacja Oslo S). W Oslo oczywiście temperatura poniżej zera, ale wszystkie ciepłe rzeczy przezornie wziąłem do bagażu podróżnego. Z dworca na piechotę dotarłem do zarezerwowanego wcześniej hostelu Anker (nie mylić z położonym obok hotelem o tej samej nazwie). Mojej rezerwacji w systemie oczywiście nie było, ale na szczęście nie stanowiło to problemu. Za łóżko w 8-osobowym pokoju zapłaciłem 230 NOK, dodatkowo musiałem jeszcze zapłacić 50 NOK za pościel. Ręcznik z racji na brak bagażu w drodze wyjątku dostałem gratis.

Czytaj dalej

Medellín, Guatapé i powrót do Bogoty

Do Medellín dojechałem dopiero koło południa. Wsiadłem w metro (pojedynczy przejazd 1750 COP) i pół godziny później, po krótkich poszukiwaniach odnalazłem hostel Palm Tree (5 min. piechotą od stacji Suramericana). Ulokowałem się w jedynce (28000 COP) choć dormitorium (18000 COP) byłoby tu lepszym wyborem, bo miało okno. Hostel bardzo przytulny, bardzo miła obsługa, generalnie polecam. Wkrótce do hostelu zadzwoniła Sandra – moja kolumbijska znajoma mieszkająca w Medellín, która kiedyś pracowała ze mną w Krakowie w ramach wymiany AISEC, a z którą skontaktowałem się wcześniej na Facebooku. Umówiliśmy się na wieczór w Parque de los Pies Descalzos (dosł. Park Bosych Stóp).

Czytaj dalej

Cartagena

W Cartagenie zameldowałem się w hotelu Familiar. Za 23000 COP dostałem bardzo prosty pokój z wentylatorem, bez okien, zamykany na skobel, podobny do tego z Puno, choć większy. Pierwsze wrażenie Cartagena wywarła na mnie słabe. Dziurawe ulice, częściowo zalane wodą no i ten ulewny deszcz pod wieczór. Chyba pierwszy jaki mnie zmoczył podczas tej podróży. Aha, kolacja tego wieczoru też nie przypadła mi do gustu. Czytaj dalej

Taganga

Tak jak juz pisalem do Baranquilli dotarlem bez bagazu. Na miejscu poradzono mi poczekac na nastepny samolot, ktory mial przyleciec 10 minut pozniej i zobaczyc czy bagaz nie dotrze razem z nim. Niestety, nie dotarl. Coz zrobic, wypelnilem odpowiedni druczek, wskazalem adres pierwszego z brzegu hostelu w Tagandze i kazalem dostarczyc bagaz tam wlasnie. Potem wsiadlem w taxi (15000 COP), ktore dowiozlo mnie do glownej drogi do Santa Marty, gdzie zlapalem autobus do Santa Marty wlasnie (10000 COP). W Santa Marcie busik dowiozl mnie do centrum (1200 COP?), gdzie zlapalem inny busik do Tagangi (1300 COP?).

Czytaj dalej

La Paz

W droge do La Paz ruszylem w srode z samego rana. Taxi na Terminal Zonal, busik do Yanguyo przy granicy z Boliwia (8 PEN), w koncu taxi do samej granicy (5 PEN). Na granicy wymienilem pozostale 8 PEN na bolivianos (1 PEN = 2,45 BOB). W drodze pomiedzy jednym a drugim urzedem imigracyjnym dorwala mnie jeszcze pani z ankieta na temat mojej wizyty w Peru. Po drugiej stronie moglem juz wsiasc w busik do Copacabany (2,5 BOB). Czytaj dalej

Arequipa, Puno i jezioro Titicaca

Do Arequipy dotarlem wczesnym rankiem w niedziele. Bagaze porzucilem w hostelu Home Sweet Home (30 PEN za jedynke bez lazienki za to ze sniadaniem). Arequipa lezy u podnoza czynnego wulkanu El Misti. Jak latwo sie domyslic wulkan odgrywa znaczaca role w zyciu miasta. Dosc wspomniec, ze wszystkie budynki kolonialne zbudowane sa z bialej skaly wulkanicznej zwanej sillar.

Czytaj dalej

Cuzco, Machu Picchu i Sexy Woman

Do Cuzco dojechałem w środę koło południa. Kręta droga i soroche (choroba wysokościowa) nie ułatwiały snu. Szczęśliwie Cruz del Sur ma na wyposażeniu jedne z najwygodniejszych autobusów, lepiej więc już być nie mogło. Na pokładzie jest nawet wi-fi, choć często jechaliśmy przez obszary, gdzie nie było nawet zasięgu zwykłej sieci komórkowej i wówczas i o surfowaniu można było zapomnieć. Czytaj dalej

Nazca

W Nazca nocleg znalazlem na przeciwko dworca w hotelu Alegría (25 PEN za pokoj bez lazienki) i od razu zaczalem sie rozgladac jak by tu nastepnego dnia najtaniej przeleciec sie nad slynnymi liniami. Po sprawdzeniu kilku agencji bylo juz dla mnie oczywiste, ze nikt nie zejdzie ponizej 90 USD (w moim przypadku 243 PEN). No trudno. Znow zostalem bez sola przy duszy. Czytaj dalej

Huacachina

Huacachina to niewielka oaza w poblizu Ica, zamknieta pomiedzy wydmami i opanowana przez gringos. Niewielkie jeziorko otacza kilkanascie hosteli, tylez samo restauracji i barow i tony piachu. W niedziele wieczor zainstalowalem sie tu w hostelu Salvatierra (20 PEN za pokoj z lazienka). Czytaj dalej